Torcik bezowy z kiwi

Dzisiaj ma urodziny moja przyjaciółka i zrobiłam jej niespodziankę. Poszłam do niej po pracy  z torcikiem i prezencikiem i chyba udało mi się ją zaskoczyć. :) Planowałyśmy to w tajemnicy wielkiej z moją i  jej córcią. Nie miałyśmy zbyt dużo czasu na świętowanie, bo obowiązki domowe wzywały mnie nieubłagalnie, ale i godzinka spędzona na wspólnej kawce, to już coś! Postanowiłam upiec dla niej bezowy torcik z bita śmietaną i zieloną czapeczką z kiwi. Cudowne połączenie słodyczy bezy, kremowej konsystencji bitej śmietany i kwaskowatych kiwi (specjalnie wybierałam te mniej dojrzałe). Pychotka!




torcik bezowy:

6 białek
300g cukru
1 łyżeczka mąki ziemniaczanej
1 łyżeczka octu
bita śmietana ( u mnie 350 ml kremówki ubite z c. pudrem)
kiwi

Białka ubijamy i pod koniec dodajemy po łyżce cukier, na koniec maki i ocet i wykładamy na blaszkę wyłożona matą silikonowa lub papierem do pieczenia. Pieczemy najpierw 5 minut w 180 stopniach a potem 1 1/2 godziny w 150. Po ostudzeniu dekorujemy bitą śmietaną i obkładamy owocami. Smacznego!

Gotowany serniczek na zimno z ciasteczkami Oreo

Wczoraj robiłam sernik na zamówienie, dla mojego kolegi z pracy. Przy okazji postanowiłam zrobić serniczek także dla mojej rodzinki, szczególnie, że planowaliśmy z mężusiem odwiedzić po południu jego rodziców, a moich ukochanych teściów. Serniczek do popołudniowej herbatki to dobra rzecz. Wszystko byłoby dobrze, ale serniczek nie zdążył się porządnie schłodzić, zanim pojechaliśmy z wizytą. Powinien posiedzieć w lodówce przynajmniej kilka godzin, a ja go chłodziłam w sezonowej lodówce (na parapecie) w temperaturze -10 stopni, ale tylko przez godzinę i pół. Nie miało to wpływu na smak, ale konsystencja pozostawiała wiele do życzenia. Dopiero dzisiaj nabrał odpowiedniej konsystencji i mogliśmy się nim w pełni delektować podczas popołudniowej kawki. Pyszny kremowy serniczek z mocno czekoladowymi ciasteczkami Oreo. Pychota...

serniczek:

1 kg sera do serników
1 budyń śmietankowy ( 2 dla pewności konsystencji)
1 szklanka cukru
3 jajka
1 kostka masła (200 g)
duże opakowanie ciastek Oreo ( u mnie Neo z Lidla)
50 g masła

Ciasteczka drobno kruszymy i łączymy z miękkim masłem (50 g) aż uzyskamy konsystencję mokrego piasku. Wykładamy ciasteczkowo-masełkową mieszankę na dno tortownicy i porządnie ugniatamy. To będzie spód serniczka.
Masło ucieramy z cukrem i dodajemy po jednym żółtku, potem dodajemy ser i proszek budyniowy, a na koniec ubitą pianę z białek. Gotujemy masę na wolnym ogniu aż zgęstnieje. Gorącą masę wylewamy na ciasteczkowy spód i schładzamy. Ozdabiamy połówkami ciasteczek.
Smacznego!

 Ps. Ktoś  z moich znajomych robił ten mój serniczek i nie stężał mu. No cóż... zdarza się. Ten rodzaj serników powinien długo się chłodzić, przynajmniej przez noc w lodówce. Można także  zwiększyć ilość budyniu ( dać 2 opakowania) - to powinno rozwiązać problem. No i kluczowa sprawa - ser. Najlepszy jest z firmy Delfiko - ja taki używam. On jest taki gęsty, że można go kroić nożem, w przeciwieństwie do innych - czy to Dr. Oetkera czy Piątnicy, czy President, o markach własnych nie wspominam.

Czaczapuri - czyli gruzińskie placki z farszem

Dzisiaj u nas na obiadek były czaczapuri z dwoma farszami - mięsnym i ziemniaczanym. Obydwa zostały mi po zrobieniu pierogów i postanowiłam podać je inaczej. Miękkie w środku i chrupiące na zewnątrz placki polane roztopionym masełkiem. Dobrym pomysłem będzie podanie ich z miską kolorowych sałat. Ciekawe urozmaicenie od codziennych obiadów.


czaczapuri:

4 szklanki mąki
1 1/2 szklanki maślanki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka cukru
1 łyżeczka soli

Zagniatamy z podanych składników elastyczne ciasto i odstawiamy na pół godziny. Dzielimy na 12 kulek i każdą z nich rozwałkowujemy na cienki placek.

na jeden placek nakładamy farsz...

i przykrywamy drugim plackiem, sklejamy ozdobnie brzegi.


Gotowe placki smażymy na suchej patelni pod przykryciem, na małym ogniu po 3 minuty z każdej strony. Podajemy polane masłem.
Smacznego!

Zupa drobiowa z warzywami

Brak mi już pomysłu na zupy, a lubię jak dzieciaki mogą po powrocie ze szkoły od razu coś ciepłego zjeść. Wiadomo, w tym najlepsza jest zupka! Ciepła, z duża ilością warzyw, pożywna. No ale klops... Nie ma zbyt wiele zup, które lubiłby wszystkie moje dzieci. Postanowiłam wykorzystać przepis na zupę drobiową, który daaawno temu wycięłam z jakiejś gazety i wkleiłam do zeszytu. Zupa jest pełna warzyw, ale zmiksowanych - więc ich nie widać, a są! W sam raz dla mojego warzywnego niejadka. No i udało się....
- Jak dzisiaj zupka mamusiu? - spytał mnie synek kiedy przywiozłam go ze szkoły.
- Jest pomidorowa z makaronem, ale ugotowałam też nową zupkę - z kurczaczkiem, chcesz spróbować? - zapytałam i dałam mu na łyżeczce odrobinę zupy do spróbowania.
- Uuuu..dobra - zachwalał.
 - No widzisz, no to mam następną zupkę, którą, mój bojący się warzyw, synek lubi.
Jak już ze smakiem spałaszował zupkę, powiedziałam mu:
 - Kubeczku, a wiesz, że w tej zupce jest por, cebula, marchewka i seler... - wyliczałam.
 - A nie czuć! Dobra jest!
 - Jest dobra, bo są w niej i warzywa i mięsko - ciągnęłam dalej swoją akcję nawracania na warzywa mojego synka.
 - No dobra, dobra jest mamusiu - pocieszał mnie synuś.
Może jest jeszcze dla niego nadzieja?


zupa drobiowa:

2 piersi z kurczaka
2 żółtka
100ml śmietanki słodkiej 12%
1 łodyga selera naciowego
1/2 pora
1 marchewka
1/2 cebuli
2 łyżki przyprawy Jarzynka lub Vegeta

Piersi wkładamy do zimnej wody - około 2 litrów, dodajemy warzywa oraz przyprawę i gotujemy do miękkości. Wyjmujemy piersi i kroimy je w kostkę, a warzywa z wywarem miksujemy blenderem na gładko. Zagęszczamy  zupę żółtkami ze śmietanką i na koniec  dodajemy pokrojoną pierś kurczaka. Podajemy z makaronem - najlepiej wstążki.
Smacznego!

Wyróżnienie w konkursie świątecznym Lidla

Przed świętami wzięłam udział w konkursie na świąteczny przepis na stronie Lidla. Wystawiłam mój przepis - gwiazdę z nutellą. Jednak po kilku dniach przyszło do mnie zawiadomienie, że mój przepis nie może wziąć udziału w konkursie, bo był wcześniej publikowany - na moim blogu. :( 
W regulaminie konkursu, (którego oczywiście dogłębnie nie przestudiowałam) było o tym czarno na białym. Trochę mnie to zmartwiło, ale postanowiłam nie dać za wygraną i spróbować jeszcze raz. Upiekłam jeszcze jedną gwiazdę, ale tym razem z masą makową ( a właściwie trzy gwiazdy!) i zrobiłam ładne zdjęcie. No i jeszcze raz spróbowałam. Nie liczyłam na wiele, choć bardzo chciałam wygrać nagrodę główną - czyli mikser.. cudowny czerwony, planetarny z dużą, metalową misą... Moje marzenie... Jednak realnie osądziłam swoje szanse - wygrywał przepis z największą ilością głosów, a koniec konkursu miał być za trzy dni. Wprawdzie mój przepis szybko zdobył trochę tzw. "lajków", ale do czołówki dużo mi brakowało. No i temat ucichł.. aż tu zaraz po świętach przyszło do mnie zawiadomienie, że Karol Okrasa i Paweł Małecki (nadworny cukiernik Lidla) wyróżnili mój przepis i dostanę kosz upominkowy z produktami Lidla. WOW! Ponadto poprosili mnie o prawa do przepisu i zdjęcia, które zrobiłam, bo chcą je wykorzystać na stronie internetowej lub w gazetce Lidla. Więc się możecie spodziewać, że kiedyś go tam zobaczycie. :) Oczywiście podpisałam umowę i wysłałam im, a 2 dni temu przyszedł do mnie pocztą koszyczek z łakociami. Oto, co dostałam....


Pomarańczowe babeczki z gorzką czekoladą

Niedawno na blogu zamieściłam przepis na pomarańczowe babeczki - z całą pomarańczą. Ponieważ mocny aromat skórki pomarańczowej nie przypadł mojemu mężusiowi do gustu, postanowiłam zmodyfikować troszkę ten przepis i nieco go wzbogacić. I tak oto powstało prawdziwe arcydzieło! Nie boję się tego powiedzieć, bo każdy kto spróbuje tych babeczek podzieli moje zdanie. Zdecydowałam rozrzedzić trochę pomarańczową pulpę sokiem pomarańczowym i dodać posiekaną gorzką czekoladę. Nawet mój bojący się owoców synek zajada te babeczki aż mu się uszy trzęsą, pomimo faktu, że w środku jest pomarańcza! Pyszne, mięciutkie, żółciutkie jak kurczaczek i pełne czekoladowych kawałków - niebo w gębie...


babeczki pomarańczowe:

2 szklanki mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 jajka
1/2 szklanki cukru
1/2 szklanki oleju
1/2 szklanki soku pomarańczowego
1/2 pomarańczy (ze skórką)
100g gorzkiej czekolady

Pomarańczę zalewamy wrzącą wodą i odstawiamy na 5 minut, potem odlewamy wodę i miksujemy pokrojoną na mniejsze kawałki pomarańczę blenderem na pulpę. Sok dolewamy do pulpy - powinno być tego razem jedna szklanka. Dodajemy jajka oraz olej i mieszamy. W drugiej misce mieszamy suche składniki. Łączymy mokre i suche składniki, ale niedokładnie, pozostawiając lekkie grudki. Dodajemy posiekaną czekoladę, lekko mieszamy i wlewamy do papilotek. Pieczemy jakieś 15-20 minut w 180 stopniach. Smacznego!

Gofry chrupiące

Na ten przepis natrafiłam już dawno temu i przepisałam do zeszytu, więc nie potrafię powiedzieć skąd go mam. Czekał na swoja kolej dość długo. Zobaczyłam go niedawno podczas szukania przepisu na tort serowy i postanowiłam zrobić rodzince gofry. Nawet specjalnie na ta okazję kupiłam bitą śmietanę... no i tak zeszło mi ponad 2 tygodnie, ale w końcu się doczekali. Wczoraj do poobiedniej kawki zaserwowałam gofry z bitą śmietaną... mmm... szkoda tylko, że nie mogłam z nimi posiedzieć dłużej i podelektować się tymi pysznościami, ale pracunia moja "ukochana" czekała na mnie. :)
Gofry są rzeczywiście chrupiące z zewnątrz a w środku mięciutkie. Przyjemnie chrupią. Najlepsze oczywiście z bita śmietaną i owocami, ale ja zadowoliłam się cynamonowo-jabłkowym cukrem.. no i kawka do tego obowiązkowo.

gofry:

1 1/2 szklanki mąki pszennej
1/2 szklanki maki ziemniaczanej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 szklanki mleka
1 1/2 szklanki maślanki
2 jajka
12 łyżek oleju
4 łyżki cukru
aromat migdałowy

Białka ubijamy na sztywno. Mokre składniki mieszamy w jednej misce, a suche w drugiej i łączymy wszystko razem. Na koniec ostrożnie dodajemy pianę z białek. Pieczemy w gofrownicy na złoto. Podajemy pod śmietanowa pierzynką.
Smacznego!